środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 2

Nawet się nie spojrzała kto wszedł, bo miała świadomość, że to Harry, Ron i Ginny.
- Hej Ginn… - Uniosła wzrok znad książki i doznała szoku. Zobaczyła blond czuprynę i teraz mogła się spodziewać wszystkiego. Zerwała się na równe nogi a książka spadła z hukiem.
- Takie huczne przywitanie? Nie spodziewałem się tego po tobie szlamciu! – Draco się szczerzył. Gdy wypowiedział słowo szlamciu Teo szturchnął go w bok, choć miał świadomość, że nic to nie zmieni..
- Co wy tu robicie?! Innego przedziału znaleźć sobie nie mogliście?! – Hermiona darła się jak najęta.
- Spokojnie.. Spokojnie.. My tylko chcieliśmy się dosiąść. – mówił zadowolony Blaise. Siedli. Hermiona patrzyła się na każdego po kolei ze wzrokiem, który gdyby mógłby zabijał. W końcu niezręczną ciszę przerwał Draco z szyderczym uśmiechem.
- No dobra Diable i Filozofie wynoście się a tym czasem ja sobie porozmawiam ze wszystko-wiedzącą-panną-Granger. - Po tych słowach wyszli gęsiego z przedziału. Teraz mogło się stać wszystko. Hermiona nie znała zamiarów Dracona Malfoy’a.
*
Tymczasem gdy chłopacy wyszli z przedziału…

- Filozof, idź zajmij nam jakiś przedział bo coś czuje, że Smoka plan zajmie trochę czasu… Ja tu zostanę, jakby Hermiona groziła mu różdżką…- mówił śmiejąc się Blaise. Teo poszedł.
*
- No.. Więc czego chcesz? – Hermiona przerwała niezręczną ciszę.
- Czego? Czego chcę pytasz… Chcę cię zranić, przypomnieć ci, że jesteś szlamą, zawładnąć światem, dalej być takim pięknym… Wymieniać dalej? – mówił Draco ze złowrogim uśmiechem.
- Jesteś… wrednym, nadętym, zakochanym w sobie arystokratą! – wykrzyczała wściekła Hermiona.
- Ogarnij się szlamusiu, nie drzemy się tak na pięknego Dracona Malfoya! –Mówił rozbawiony ślizgon. – Po prostu chciałem z tobą spędzić miło czas, ale widzę, że bez wzajemności.
- No raczej! Z tobą nie da się spędzać miło czasu!
- Szlamusiu… Jak nie chcesz z pięknym mną spędzać czasu teraz, to szykuj się na rok szkolny. Będziesz mnie widywać częściej, niż się spodziewasz! – Po tych słowach Draco wyszedł z przedział Hermiony pozostawiając ją zdezorientowaną.
*
Po wyjściu z przedziału Hermiony, Draco spotkał Blaisa.
- Jak minęła ci rozmowa z naszą uroczą gryfoneczką? – zapytał Diabeł.
- To babsko jest bardziej wnerwiające niż Pansy i jej zgraja przyjaciółek razem wziętych.
- Bez przesady! Od nich nikt nie jest bardziej denerwujący! – powiedział Blaise – Przez całe wakacje dostawałem od niej listy miłosne i nafaszerowane gównem czekoladki! Nie nadążałem z ich wyrzucaniem tego świństwa!
Po tych słowach roześmiani poszli do przedziału który zajął im Teo.
*
Pięć minut przez wyjazdem do Hogwartu w przedziale Hermiony znaleźli się Harry, Ron i Ginny.
Hej Miona! Krzyknęli razem gdy zobaczyli gryfonkę. – Jak długo na nas czekasz? – Kontynuowała Ginny.
- Tak długo, że zdążyła tu przyjść fretka z jego bandą! – Krzyknęła oburzona Hermiona.
- Oj.. Miona! Nie denerwuj się, bo ci ciśnienie podskoczy! – Mówił Ron ze złowrogim uśmiechem.
- Jaki ty się chamski, Ron zrobiłeś? Co Miona ci zrobiła? To, że zerwała z tobą, nie znaczy, że możecie sobie skakać do gardeł, okej? – Zganiła Rona Ginny. Wszyscy po tych słowach się uspokoili i rozpoczęli normalną rozmowę. Każdy brał w niej udział. Było jak za starych lat.
*
Chłopaki siedzieli w trójkę w ostatnim przedziale. Prowadzili zaciętą dyskusję.
- No to ja mam plan! – zaczął Blaise – Doprowadzę wiewiórę do szczytu irytacji. Co wy na to?
- Diable, ale ona cię nie zna. Wie w ogóle, że istniejesz? – Główkował Nott.
- Stary nie przesadzaj. Ona przy mojej urodzie nawet jak mnie nie zna, będzie chciała mi wskoczyć do łóżka! Zobaczycie!
- Jakoś nie chcę tego widzieć… Diabeł i wiewiórka? Ciężkie skrzyżowanie… - Mówił Draco.
- No dobra, omińmy póki co mój plan. Co ty chcesz zrobić Smoku z twoją lwicą?
- Rozkochać, skrzywdzić i zostawić. – Oznajmił zdecydowanie blondyn.
- Draco, proszę cię, nie bądź taki. Ja z wiewiórą chcę zawrzeć normalny, zdrowy związek, a ty zachowujesz się jakbyś nie miał uczuć. – Mówił nieco zdenerwowany Blaise.
- A może rzeczywiście nie mam? – Zaśmiał się szyderczo Smok.
- W to nawet ja nie uwierzę! Draco, daj spokój, ja niedługo osiwieję przez ciebie! – Oburzył się Diabeł.
-Oj tam… Oj tam… Ale powracając do tematu, to został nam jeszcze filozof bez pary. No dobrze Teoś, kogo byś chciał? – Spytał się z uśmiechem blondyn.
- Dajcie mi spokój, nie kręci mnie to. I mówiłem ci tyle razy: NIE NAZYWAJ MNIE TEOŚ! – Krzyknął oburzony Nott.
- A może Cho Chang? – Ciągnął niewzruszony Blaise.
- Albo Pomyluna Lovegood? – Pytał Malfoy.
- Dajcie mi na Merlina SPOKÓJ! – Krzyknął wściekły „Teoś”, po czym wyszedł oburzony z ich przedziału zostawiając Blaisa i Dracona, którzy wciąż dławili się ze śmiechu.
- Czyli jednak Lovegood! – Wykrzyknęli w tym samym momencie, po czym dostali jeszcze większego ataku śmiechu.
*
Podczas rozmowy Hermiona przypomniała sobie o sytuacji sprzed nocy. Musiała im o tym powiedzieć.
- Bo ja wam muszę o  czymś powiedzieć… - Zaczęła niepewnie.
- Jesteś w ciąży? – Spytał złośliwie Ron.
- Ronaldzie! – Krzyknęła ostro Ginny.
- Spokojnie Ginn… - Uspokajał ją Harry. Położył jej rękę na ramieniu. Od razu ją strzepnęła. Nie lubiła gdy ktoś ją uspokajał. Wtedy jeszcze bardziej się denerwowała.
- Nie! Nie będzie spokojnie! Nie będzie! On jest straszny! – Wtedy wytknęła palcem na Rona – Jesteś pacanem i dupkiem! Jesteś beznadziejny! – Krzyknęła mu prosto w twarz. Po tych słowach od razu wyszła.
- Brawo Ron! – Krzyknął bezradnie Harry. Nawet się na niego nie spojrzał spod rudej czupryny. Było mu głupio, ale nie miał odwagi przeprosić.
-Było warto, należy jej się – Myślał. Hermiona nawet na niego nie popatrzyła, tylko zanurzyła nos w książce.
- To ja może pójdę zobaczyć gdzie jest Ginn, okej Harry? – Po tych słowach wstała i wyszła.
*
- Stary, co w ciebie wstąpiło? Beznadziejnie się zachowałeś. Ja rozumiem, że się wkurzasz, bo Miona z tobą zerwała, ale ona jest twoją przyjaciółką!  – Pieklił się Harry.
- Gówno przyjaciółką! – Wydarł się Ron – Taką przyjaciółką, że co? Chciała mnie po prostu w sobie rozkochać i rzucić! Idealna przyjaciółka! Już od roku widziałem, że miała jakiś plan! Pieprzona szlama!
- Co to, to nie! Ron, co się z tobą dzieje?! Nigdy, przenigdy nie nazwałbyś Hermiony szlamą! Zaczynam wątpić w to, że jesteś naszym przyjacielem! Na Merlina! No nie wierzę! TY, Ron, TY! – Darł się Harry. – To wszystko mnie zaczęło przerastać! Nie jesteś pępkiem świata, żeby tak się zachowywać! Prawie dorównujesz Malfoy’owi! Na tym ci zależy? Chcesz mieć nowych przyjaciół? Może poproś Tiarę żeby cię to Slytherinu przepisała, co?  Leć teraz do Malfoy’a i się pochwal co zrobiłeś! Może mu się spodoba? Nie ma to sensu! To koniec naszej wielu letniej przyjaźni! Wypierdalaj! – Krzyczał jak opętany. Ron nawet nie niego nie spojrzał, bo wiedział, że nie ma szans. Wszystko zepsuł.
*
Hermiona znalazła swoją przyjaciółkę w wolnym przedziale na tyłach pociągu gdzie zazwyczaj siedzieli Puchoni.
- Nie rozumiem… Jak on mógł się tak zachować! – Powiedziała zdenerwowana Ginny, gdy tylko zobaczyła Mionę.
- Daj spokój, szkoda gadać… Nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Wydaje mi się, że niepotrzebnie zostaliśmy wtedy parą. To wszystko zniszczyło. – Mówiła przygnębiona dziewczyna.
- Coś ty! Hermi, nie obwiniaj się! To nie twoja wina. Myślę, że to wszystko przez tę wojnę, przez śmierć tylu ważnych dla nas osób. Spójrzmy na śmierć Freda. Ron strasznie ją przeżył. I chyba wciąż ją odreagowuje. – Powiedziała Ginny.
- Na Merlina, Ginn… Nie zapominaj o tym, że Fred nie był tylko bratem Rona, ale i twoim. A jak widać, ty, wasi rodzice, Charlie, Bill i w szczególności George jakoś sobie z tym poradziliście. – Oznajmiła brunetka.
- W sumie to masz rację, nie wiem już na co mogę zwalić jego zachowanie… Jest tak samo podły jak na szóstym roku! Pamiętasz jak miział się po kątach z Brown? – Spytała Ginny.
- Jak mogłabym zapomnieć! – Na twarz Hermiony wpłynął lekki uśmiech. – Dziwił się dlaczego wtedy chodziłam naburmuszona, a gdy dowiedział się, że całowałam się z Krumem to nie odzywał się do mnie przez co najmniej miesiąc! – Obie Gryfonki zaczęły się śmiać.
- Tak, Ron często ma skłonności do dramatyzowania – Mówiła rozbawiona rudowłosa, lecz trochę później spoważniała. – Ale dziś już przesadził!
- Mam nadzieję, że nasza przyjaźń na tym nie ucierpi. - Powiedziała Hermiona, nic nie wiedząc o zaistniałej kłótni chłopaków w pociągu.
- Nie martw się! Na pewno wszystko będzie dobrze!
*
Jakąś godzinę później, dwie Gryfonki były już w Hogwarcie i czekały na Wielką Ucztę.
  Po wyjściu z pociągu nie widziały już chłopaków. Zasiadając do stołu Gryfonów, zobaczyły idącego Harry’ego wraz z Nevillem, lecz nie było wśród nich Rona. Gdy zasiedli koło nich, Hermiona zapytała go:
- Gdzie jest Ron? Przecież cały czas byliście razem.
- Nawet mi o tym zjebie nie wspominaj! – Widząc jej pytające spojrzenie powiedział. – Wyjaśnię ci wszystko później, okej? – Hermiona pokiwała twierdząco głową. Kilka minut później zaczęła się Ceremonia Przydziału, której Hermiona nie poświęciła zbyt dużo uwagi.
Po tym na mównicę wkroczył Dumbledore.
- Dobry Wieczór kochani! Witam wszystkich, którzy właśnie przybyli do Hogwartu oraz tych którzy przebywają tu nieco dłużej. Aby was nie zanudzać, powiem tylko, że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie zabroniony! I jeszcze dwie sprawy, a dokładniej, nową nauczycielką Obrony Przed Czarną Magią jest  profesor Dolores Umbridge, która znów gości w Hogwarcie. – Po Sali rozniósł się pomruk niezadowolenia. – No dobrze! A Prefektami Naczelnymi zostają: Hermiona Granger z Gryffindoru, Luna Lovegood z Ravenclawu, Draco Malfoy ze Slytherinu i Justin Finch – Flechey z Hufflepuffu! Gratuluję! A teraz koniec gadania! Wsuwajcie! – Po tych słowach Dumbledore machnął różdżką i stoły zapełniły się wszelkimi pysznościami. Później zasiadł na swoim miejscu, obok uśmiechniętej Umbridge. Jak zwykle ubranej na różowo.
- Albo coś knuje, albo się zmieniła. Stawiam na pierwsze. – Myślała Hermiona. Lekko się uśmiechnęła.
-  Co ona tu robi? Przecież nie miało jej tu być! -  Oburzyła się Ginny.
- Nie mam pojęcia, ale miejmy nadzieję, że nic głupiego nie zrobi. – Uśmiechnął się Harry.
- A! Właśnie! Gratulacje! Od dzisiaj jesteś naszą Prefekt Naczelną! – Krzyknęła Ginny. Hermiona była szczęśliwa. W końcu mogła być tak ważną dla niej osobą. Tylko ona nie wiedziała co się stanie później…
*
Po zakończonej Uczcie powitalnej Harry, Hermiona i Ginny opuścili Wielką salę. Nie wiadomo skąd podszedł do nich Ron z uśmiechem na twarzy.
- Co się szczerzysz kutafonie? Nie jesteś nam potrzebny do szczęścia! – Zawarczał Harry. Rudzielec zignorował obraźliwą wypowiedź Harry’ego. Dziewczyny spojrzały na nich zdziwione.
- Hermiono, moglibyśmy porozmawiać? – Zapytał.
- O czym ty chcesz z nią rozmawiać, co? Może znów ją powyzywać od szlam? – Harry zbliżył swoją twarz do Rona.
- Co? Jakich szlam? O czym ty mówisz Harry? Czego ja znowu nie wiem? – Zapytała skołowana Hermiona.
- Właśnie o tym chciałem ci powiedzieć. Tylko w bardziej spokojnym miejscu. Nie pomyślałem o tym, że możemy wpaść na niego. – Wtedy wskazał palcem na Rona. – Gdy byliśmy w pociągu, kiedy wyszłaś, Ron zaczął rzucać w twoją stronę bezpodstawne oskarżenia, inaczej wyzwał cię od… szlamy. – Powiedział ciężko Harry. Popatrzył na nią. W oczach Hermiony pojawiły się łzy. Jak on mógł tak powiedzieć? Czy te siedem lat przyjaźni nic dla niego nie znaczyło?
- Hermiono, właśnie o tym chciałem pogadać. – Powiedział Ron. Długo się wahała nad odpowiedzią.
- Iść czy nie iść? Może wytłumaczy mi, że to wszystko to jedna, wielka pomyłka. – Myślała.
- No dobra… Chętnie wysłucham twoich wyjaśnień.- Gdy odeszli kawałek, Hermiona odwróciła się i lekko uśmiechnęła do mocno zirytowanego Harry’ego. Gdy znaleźli jakiś pusty korytarz, Ron stanął naprzeciwko Hermiony i zaczął się tłumaczyć:
- Hermiono, bo ja to powiedziałem przez przypadek…
- Przez przypadek?! Jak przez przypadek mogłeś tak nazwać swoją najlepszą przyjaciółkę?! Ron, dobrze wiesz co czuję, gdy Malfoy mnie tak nazywa… - Hermionie od razu się przypomniało ile nocy przepłakała przez tego ślizgońskiego dupka. – I ty mówisz, że przez przypadek nazwałeś mnie szlamą, przezwiskiem które od tylu lat doprowadza mnie do łez?! – Krzyczała Hermiona. Po tych słowach osunęła się po ścianie, położyła głowę na kolanach i cicho szlochała.
- Oj nie przesadzaj! Malfoy tyle razy ci to powiedział, że przestałaś nawet zwracać na to uwagę, a ja przez przypadek to powiedziałem i już jest wielkie halo. – Mówił obojętnie Ron. Hermiona podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Widziała w nich nicość, pustkę. Zero emocji. Zero uczuć. Jedynie nienawiść.
-Tak… Przestałam! A wiesz dlaczego? Bo Malfoy jest moim wrogiem od zawsze, a ty moim przyjacielem, dlatego to tak boli! Chociaż, może nie chcesz już się zadawać z kimś takim jak ja? Jesteś skończonym dupkiem i kretynem, Ron! – Krzyczała przez łzy. Chwilę później poczuła jak ciągnie ją za ramiona do góry i patrzy jej w oczy. Znowu ta nicość. Ten ból. Zestresowana Hermiona przygląda mu się myśląc co zamierza zrobić.
- Błagam, żeby tylko nic głupiego… - modliła się Hermiona. Później Ron podniósł swoją rękę i uderzył ją z całej siły w policzek. Upadła. Czuła jak miejsce uderzenia jej pulsuje. Po policzkach poleciały jej kolejne łzy, zarówno z bóli fizycznego jak i psychicznego.
- To koniec Ron. – Wychlipała. – Koniec naszej pieprzonej przyjaźni. Daj mi spokój na zawsze i nigdy się do mnie nie odzywaj. – Poczuła jego spojrzenie na sobie. – NAWET NA MNIE NIE PATRZ! – Ryknęła. – Nie spodziewałam się, że możesz upaść tak nisko! Od teraz Ron, jesteś dla mnie nikim! Pieprzonym śmieciem, co najwyżej! – Krzyczała. Głos jej się łamał.
   Parę sekund później zaczęła biec ile sił w nogach do dormitorium Gryfonów, aby jej nie dogonił. Nigdy nie posądziłaby go o coś takiego. Zaczęła się go bać. Ron właśnie zaprzepaścił ich wieloletnią przyjaźń.
                                                            ________

                                                            
                                                          Cześć i czołem!
Drugi rozdział napisany, ciężko szło bo tydzień był zawalony ale udało się :D
Pomyślałyśmy, że wskrzesimy Dumbledor'a. Chyba nie macie nic przeciwko? I zrobiłyśmy agresywnego Ron’a! Lubicie przekleństwa w opowiadaniach? Lepiej ich używać, czy nie? :)
Może dziwicie się dlaczego piszę pomyślałyśmy czy zrobiłyśmy. Otóż dlatego, że opowiadanie piszemy razem z moją przyjaciółką (Katherine Pierce
)
, która tak samo jest fanką Dramione i uwielbia pisać opowiadania! Na święta (za niedługo) postaram się napisać jakąś miniaturkę świąteczną.

Ps! Niektóre przecinki wystraszyły się agresywnego Ron’a i postanowiły uciekać, gdzie pieprz rośnie! 

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 1

- Hermiona! Hermiona! Kochanie! – krzyczał zestresowany ojciec. Obok niego stała Pani Granger. Znajdowali się w pokoju ich córki, ponieważ w środku nocy usłyszeli jej krzyk. Obydwoje trzęśli się ze strachu. Ich córka wrzeszczała i rzucała się na łóżku w swojej sypialni przez sen. Po kilku minutach krzyk ucichł, a Hermiona się wybudziła z męczącego snu. Była spocona i rozdrażniona. Nie wiedziała co się dzieje...
- Hermiona! Złotko, wszystko w porządku? Co Ci się śniło? Strasznie krzyczałaś… - Mówiła przestraszonym głosem Pani Granger.
- Tak.. To znaczy nie… Śniło mi się, że… - Hermiona miała problem z wysłowieniem się. Miała mętlik w głowie. Nigdy nie śniło jej się coś tak dziwnego. Przecież nawet za milion galeonów Hermiona nie zostałaby Śmierciożerczynią! A tym bardziej sam Voldemort nie przyjąłby szlamy pod swoje szeregi…
- Skoro nie możesz się wysłowić to może opowiesz nam to jutro przy śniadaniu? Wyśpij się i nie myśl teraz o tym. Wiedz, że jutro wyjeżdżasz już na siódmy rok do Hogwartu.  – Powiedział trzęsącym się głosem ojciec Hermiony i lekko się uśmiechnął.
- Mhm…
***

Hermiona przebudziła się dosyć wcześnie. Miała przespać całą noc, a tak naprawdę to spała tylko jedną godzinę. Resztę czasu przepłakała nad swoim dziwnym snem*…
  Wstała i poszła do łazienki. Pomieszczenie było przestronne, schludne i czyste. Utrzymane w jasnych kolorach. W łazience znajdowała się wielka wanna, toaleta i mała umywalka. Było pełno ozdób.
    Spojrzała w lustro na swoje odbicie i zobaczyła sińce pod oczami, ślady po łzach i zmęczenie na twarzy. Załamana napuściła wody do wanny, wlała swój ulubiony olejek różany, rozebrała się i weszła do niej. Poleżała piętnaście minut zastanawiając się jak jej pójdzie na siódmym roku, czy zda Owutemy i czy zostanie prefekt naczelną. Było to jej marzeniem. Wyszła z wanny i ubrała się w białą koszulę, czarne spodnie i trampki. Włosy wyprostowała i zostawiła rozpuszczone. Zrobiła lekki makijaż twarzy i zawiesiła swój ulubiony łańcuszek z serduszkiem.
   Zeszła na dół, jej rodzice siedzieli już przy stole. 
- Cześć kochanie, siadaj bo śniadanie gotowe – powiedziała uprzejmie Pani Granger.
 Siadła. Na talerzu miała jajecznicę na bekonie i szklankę z sokiem pomarańczowym. Jej ulubiony zestaw na śniadanie.
- Cześć – odpowiedziała Hermiona z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Tato odwiezie cię na King’s Cross przed jedenastą. 
- Dziękuję… Nie jest to dla was żaden problem? A co do tej sytuacji w nocy, to…
- Tak? – zapytali w tym samym czasie rodzice Hermiony
- Napiszę wam w liście jak będę w Hogwarcie, dobrze? Nie chcę sobie już tym dnia zaprzątać…
- Nie ma problemu. Jak wolisz o tym nie myśleć, to nie myśl. – odpowiedziała miło Pani Granger.
   Po zjedzonym śniadaniu, Hermiona pożegnała się z mamą i wyszła z domu. Tato czekał już na nią w aucie. Wsiadła i odjechali. Przebyli całą drogę w ciszy. 
- Do zobaczenia! – krzyknęła szczęśliwa Hermiona, gdy doszła do Peronu 934.
 Przeszła przez ścianę, gdy nie dojrzała żadnego mugola w pobliżu.


***
Znalazła się przy Hogwarts Experss. Od tylu lat nic się w tym pociągu nie zmieniło. Rozejrzała się dookoła. Nigdzie nie znalazła Harry’ego i Ron’a. Nie zdziwiła się gdyż było czterdzieści minut do odjazdu. Weszła do pociągu i zaczęła poszukiwania. Minęła przedział z Luną i Nevillem, z Parvati i Lavender oraz z innymi uczniami. W końcu znalazła wolny przedział. Weszła, rozsiadła się w nim i wzięła swoją ulubioną lekturę. 
Dużo czasu nie minęło, bo 10 minut i ktoś wszedł do przedziału Hermiony…
                                                            ***


Draco stał z Blaisem i Teodorem przy pociągu. 
- No co tak stoicie? Może poszukamy przedziału w którym będzie, na przykład Święta Trójca? Przydałoby się trochę powkurzać Wieprzleja i Bliznowatego i posłuchać pożytecznych rad Szlamci? – Zaczął rozmowę Draco z jego firmowym uśmieszkiem.
- 
Smoku! Coraz bardziej podoba mi się twój tok myślenia! Myślałem, że wojna zrobiła z Ciebie jakiegoś wyrzutka! – Szczerzył się Blaise.
- Chłopacy ja rozumiem jak najbardziej, że tego roku nie przepierdzimy, ale bez przesady… Draco wiesz dobrze, że odkąd Voldemort zginął podział krwi nie ma znaczenia… Dlatego odpuść sobie ze Szlamami, okej? – Teodor jako jedyny wykazywał zdrowy rozsądek – Ale nie nazywajcie mnie już.. – Teo nawet nie zdążył dokończyć.
- Dobrze… nasz kochany filozofie… -Teo swoją miną chciał przedstawić nadąsanego nastolatka, ale jedyne co mu wyszło to zez i nos jak świnia. Draco i Blaise zginali się ze śmiechu. 
   Bez zbędnych uprzedzeń Draco zaczął wchodzić do pociągu. Chłopacy pobiegli za nim. Zaczęło się poszukiwanie Świętej Trójcy. Znaleźli, ale nie do końca… Hermiona siedziała sama i czytała książkę. – Normalka. Czego ja mogłem się spodziewać? Tylko zdziwiło mnie to, że siedzi SAMA. Gdzie jej ochrona? No dobrze… Czas zrobić jej wodę z mózgu. – pomyślał Draco i złowrogo się uśmiechnął.
- Po twojej minie Smoku widzę, że masz jakiś plan? – Śmiał się Zabini.
- I to jaki… Nawet nie wiesz…


                                                  _______

*tu chodzi o prolog. W nim był przedstawiony sen Hermiony.

Cześć i czołem!
Oto i pierwszy rozdział. Nie dzieje się w nim nic specjalnego, dopiero w drugim się rozkręci. No ale od czegoś trzeba zacząć! Czekam na Wasze opinie, chociaż o treści nie można się zbytnio wypowiedzieć, bo dużo rzeczy się nie dzieje. :)
W przeciągu kilku dni dodam następny rozdział. Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam.
                                         

piątek, 27 listopada 2015

Prolog

Stała przed Nim. Przed Czarnym Panem. Wezwał Ją. Znowu...  Kazał Jej zabić mugolską rodzinę. Co najgorsze... Jej rodzinę. Zgodziła się. Nie mogła odmówić, coś Nią kierowało...
Zmuszona by iść z Nimi i zabić Jej rodzinę, nawet nie myślała o planie wtargnięcia na Ich posesje.
- Kochanie, tylko Ich zabijesz, nic specjalnego... To zwykła mugolska rodzina! - zaskrzeczała zadowolona Bellatriks. Zdziwiło Ją zdrobnienie 'kochanie'. Przecież Bellatriks nigdy by tak Jej nie nazwała! Nierealne... 
Znaleźli się już w potulnym domku mugolskiej rodziny. Cała drżała ze strachu. Już nadszedł ten czas, musi zabić swoich rodziców...
- Nie bój się! Zrób to! Zabij ich! - krzyczała grupka Śmierciożerców. 
- Avada... Kedavra!- z Jej różdżki wystrzelił zielony płomień. Już po wszystkim. Zabiła Ich... Wszystkie wspomnienia zostały zniszczone.
   Wtedy ściągnęła maskę i pokazała swoje prawdziwe oblicze.
- Hermiona...
______

Cześć i czołem! 
To mój pierwszy blog, pierwszy prolog, pierwsze opowiadanie (Dramione) i miejmy nadzieję, że nie ostatnie :)
Prolog chciałam troszkę tajemniczy zrobić, żeby był taki 'klimacik'.
Czekam na opinie w komentarzach i mam nadzieję, że to opowiadanie Wam się spodoba.
Rozdział postaram się dodać w przeciągu kilku dni. :)