niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 1

- Hermiona! Hermiona! Kochanie! – krzyczał zestresowany ojciec. Obok niego stała Pani Granger. Znajdowali się w pokoju ich córki, ponieważ w środku nocy usłyszeli jej krzyk. Obydwoje trzęśli się ze strachu. Ich córka wrzeszczała i rzucała się na łóżku w swojej sypialni przez sen. Po kilku minutach krzyk ucichł, a Hermiona się wybudziła z męczącego snu. Była spocona i rozdrażniona. Nie wiedziała co się dzieje...
- Hermiona! Złotko, wszystko w porządku? Co Ci się śniło? Strasznie krzyczałaś… - Mówiła przestraszonym głosem Pani Granger.
- Tak.. To znaczy nie… Śniło mi się, że… - Hermiona miała problem z wysłowieniem się. Miała mętlik w głowie. Nigdy nie śniło jej się coś tak dziwnego. Przecież nawet za milion galeonów Hermiona nie zostałaby Śmierciożerczynią! A tym bardziej sam Voldemort nie przyjąłby szlamy pod swoje szeregi…
- Skoro nie możesz się wysłowić to może opowiesz nam to jutro przy śniadaniu? Wyśpij się i nie myśl teraz o tym. Wiedz, że jutro wyjeżdżasz już na siódmy rok do Hogwartu.  – Powiedział trzęsącym się głosem ojciec Hermiony i lekko się uśmiechnął.
- Mhm…
***

Hermiona przebudziła się dosyć wcześnie. Miała przespać całą noc, a tak naprawdę to spała tylko jedną godzinę. Resztę czasu przepłakała nad swoim dziwnym snem*…
  Wstała i poszła do łazienki. Pomieszczenie było przestronne, schludne i czyste. Utrzymane w jasnych kolorach. W łazience znajdowała się wielka wanna, toaleta i mała umywalka. Było pełno ozdób.
    Spojrzała w lustro na swoje odbicie i zobaczyła sińce pod oczami, ślady po łzach i zmęczenie na twarzy. Załamana napuściła wody do wanny, wlała swój ulubiony olejek różany, rozebrała się i weszła do niej. Poleżała piętnaście minut zastanawiając się jak jej pójdzie na siódmym roku, czy zda Owutemy i czy zostanie prefekt naczelną. Było to jej marzeniem. Wyszła z wanny i ubrała się w białą koszulę, czarne spodnie i trampki. Włosy wyprostowała i zostawiła rozpuszczone. Zrobiła lekki makijaż twarzy i zawiesiła swój ulubiony łańcuszek z serduszkiem.
   Zeszła na dół, jej rodzice siedzieli już przy stole. 
- Cześć kochanie, siadaj bo śniadanie gotowe – powiedziała uprzejmie Pani Granger.
 Siadła. Na talerzu miała jajecznicę na bekonie i szklankę z sokiem pomarańczowym. Jej ulubiony zestaw na śniadanie.
- Cześć – odpowiedziała Hermiona z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Tato odwiezie cię na King’s Cross przed jedenastą. 
- Dziękuję… Nie jest to dla was żaden problem? A co do tej sytuacji w nocy, to…
- Tak? – zapytali w tym samym czasie rodzice Hermiony
- Napiszę wam w liście jak będę w Hogwarcie, dobrze? Nie chcę sobie już tym dnia zaprzątać…
- Nie ma problemu. Jak wolisz o tym nie myśleć, to nie myśl. – odpowiedziała miło Pani Granger.
   Po zjedzonym śniadaniu, Hermiona pożegnała się z mamą i wyszła z domu. Tato czekał już na nią w aucie. Wsiadła i odjechali. Przebyli całą drogę w ciszy. 
- Do zobaczenia! – krzyknęła szczęśliwa Hermiona, gdy doszła do Peronu 934.
 Przeszła przez ścianę, gdy nie dojrzała żadnego mugola w pobliżu.


***
Znalazła się przy Hogwarts Experss. Od tylu lat nic się w tym pociągu nie zmieniło. Rozejrzała się dookoła. Nigdzie nie znalazła Harry’ego i Ron’a. Nie zdziwiła się gdyż było czterdzieści minut do odjazdu. Weszła do pociągu i zaczęła poszukiwania. Minęła przedział z Luną i Nevillem, z Parvati i Lavender oraz z innymi uczniami. W końcu znalazła wolny przedział. Weszła, rozsiadła się w nim i wzięła swoją ulubioną lekturę. 
Dużo czasu nie minęło, bo 10 minut i ktoś wszedł do przedziału Hermiony…
                                                            ***


Draco stał z Blaisem i Teodorem przy pociągu. 
- No co tak stoicie? Może poszukamy przedziału w którym będzie, na przykład Święta Trójca? Przydałoby się trochę powkurzać Wieprzleja i Bliznowatego i posłuchać pożytecznych rad Szlamci? – Zaczął rozmowę Draco z jego firmowym uśmieszkiem.
- 
Smoku! Coraz bardziej podoba mi się twój tok myślenia! Myślałem, że wojna zrobiła z Ciebie jakiegoś wyrzutka! – Szczerzył się Blaise.
- Chłopacy ja rozumiem jak najbardziej, że tego roku nie przepierdzimy, ale bez przesady… Draco wiesz dobrze, że odkąd Voldemort zginął podział krwi nie ma znaczenia… Dlatego odpuść sobie ze Szlamami, okej? – Teodor jako jedyny wykazywał zdrowy rozsądek – Ale nie nazywajcie mnie już.. – Teo nawet nie zdążył dokończyć.
- Dobrze… nasz kochany filozofie… -Teo swoją miną chciał przedstawić nadąsanego nastolatka, ale jedyne co mu wyszło to zez i nos jak świnia. Draco i Blaise zginali się ze śmiechu. 
   Bez zbędnych uprzedzeń Draco zaczął wchodzić do pociągu. Chłopacy pobiegli za nim. Zaczęło się poszukiwanie Świętej Trójcy. Znaleźli, ale nie do końca… Hermiona siedziała sama i czytała książkę. – Normalka. Czego ja mogłem się spodziewać? Tylko zdziwiło mnie to, że siedzi SAMA. Gdzie jej ochrona? No dobrze… Czas zrobić jej wodę z mózgu. – pomyślał Draco i złowrogo się uśmiechnął.
- Po twojej minie Smoku widzę, że masz jakiś plan? – Śmiał się Zabini.
- I to jaki… Nawet nie wiesz…


                                                  _______

*tu chodzi o prolog. W nim był przedstawiony sen Hermiony.

Cześć i czołem!
Oto i pierwszy rozdział. Nie dzieje się w nim nic specjalnego, dopiero w drugim się rozkręci. No ale od czegoś trzeba zacząć! Czekam na Wasze opinie, chociaż o treści nie można się zbytnio wypowiedzieć, bo dużo rzeczy się nie dzieje. :)
W przeciągu kilku dni dodam następny rozdział. Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam.
                                         

piątek, 27 listopada 2015

Prolog

Stała przed Nim. Przed Czarnym Panem. Wezwał Ją. Znowu...  Kazał Jej zabić mugolską rodzinę. Co najgorsze... Jej rodzinę. Zgodziła się. Nie mogła odmówić, coś Nią kierowało...
Zmuszona by iść z Nimi i zabić Jej rodzinę, nawet nie myślała o planie wtargnięcia na Ich posesje.
- Kochanie, tylko Ich zabijesz, nic specjalnego... To zwykła mugolska rodzina! - zaskrzeczała zadowolona Bellatriks. Zdziwiło Ją zdrobnienie 'kochanie'. Przecież Bellatriks nigdy by tak Jej nie nazwała! Nierealne... 
Znaleźli się już w potulnym domku mugolskiej rodziny. Cała drżała ze strachu. Już nadszedł ten czas, musi zabić swoich rodziców...
- Nie bój się! Zrób to! Zabij ich! - krzyczała grupka Śmierciożerców. 
- Avada... Kedavra!- z Jej różdżki wystrzelił zielony płomień. Już po wszystkim. Zabiła Ich... Wszystkie wspomnienia zostały zniszczone.
   Wtedy ściągnęła maskę i pokazała swoje prawdziwe oblicze.
- Hermiona...
______

Cześć i czołem! 
To mój pierwszy blog, pierwszy prolog, pierwsze opowiadanie (Dramione) i miejmy nadzieję, że nie ostatnie :)
Prolog chciałam troszkę tajemniczy zrobić, żeby był taki 'klimacik'.
Czekam na opinie w komentarzach i mam nadzieję, że to opowiadanie Wam się spodoba.
Rozdział postaram się dodać w przeciągu kilku dni. :)